niedziela, 22 maja 2011

rolki, rolki i po rolach. Myślałam, że dzisiejsze wyjście z Adriankiem (bez obrazy) będzie samobójstwem dla moich nóg, no ale jakoś przeżyły.
Jutro poniedziałek  </3  złego początek. Oby tylko do czwartku, bo już  nie ogarniam ;d
Na tygodniu przewiduję więcej zdj. z komersu od fotografa, ale sądzę, że większość z nich nie będzie się nadawała do publikacji ;d ciekawe czemu....

pisanie bloga uważam za oficjalnie rozpoczęte.

Tak, właśnie dnia dzisiejszego zaczęłam realizować swoje postanowienia. Stwierdziłam, że jeśli przeżyję 21 maja to: przechodzę na dietę, zaczynam pisać bloga i ogólnie zmienię kilka rzeczy w życiu. Wychodzę z założenia, że warto gdzieś upamiętniać te wszystkie przeżycia. Miło potem powspominać...
Więc, ostatnimi czasy poznałam nowych ludzi, świetnie się z nimi dogaduję i mam nadzieje, że nasza przyjaźń przetrwa długi czas. To tak pokrótce...
A co do wczorajszego dnia?
Miałam komers. Uważam, że była to najlepsza impreza ostatnich czasów. Bawiliśmy się świetnie, nie obyło się od małych zgonów, no ale daliśmy rade :)   Bez stresu. A co do abstynencji Agaty-wiedziałam, że długo nie wytrzyma ;d
Postaram się wrzucić jakiś fotki, na których wyglądamy w miarę normalnie.


wszyscy jeszcze w stanie trzeźwości ;d